Nieprzekonana


Jak to czasem wychodzi…
20/07/2009, 2:19 pm
Filed under: wielka wyprawa | Tagi: ,

A bylo to tak. W Ouidah, na poludniu Beninu postanowilismy zostac jeden dzien na plazy. Ten dzien akurat padalo wiec w bluzach na lezakach ustalilismy plan marzen coby na targ w Gorom Gorom w Burina Faso w czwartek zdazyc. W tym celu do Niamey przez Abomey musielismy sie jak najszybciej dostac.

Rano zemidjan z plazy do centrum Ouidah, skad taksowka do Cotonou, skad akurat odjezdzal busik do Abomey. Jakies 200km i 6 godzin pozniej weszlismy do muzeum, kompleksu palacow krolow Dan-Homey. Wsadzili nas z busika na zemidjany i jeszcze za nie zaplacili, tacy sa Beninczycy. Zwiedzilismy, zjedlismy, poznalismy antropologa, ktory poradzil jak ruszyc do Parakou i jeszcze wytargowal nam zemidjana i doplacil do niego, tacy sa Beninczycy.

Stacja, na ktora dotarlismy nie byla ta, ktora miala byc, wiec ruszylismy na targ i zaladowalismy sie do znajomego typu peugeota 505…i czekalismy do 18stej, zeby sie zapelnil. Pas de probleme, to 3 godziny…dobra, bedziemy o 21szej, znamy miasto, wiemy gdzie nasza auberge…dotarlismy o 1wszej w nocy na dworzec, gdzie zaproponowali nam odjazd do Malanville (granicznego miasta) o 5rano. Ok, w sumie oszczedzamy na hotelu, mozemy byc na granicy ok 11stej, podrozowanie nie w sloncu itd. Zjedlismy, kawke wypilismy (po raze pierwszy nie przeszkadzalo mi,ze wiecej cukru niz kawy) i zasnelismy z kierowca w samochodzie. Pasazerowie zbierali sie do 8ej, kiedy wyruszylismy zaladowani po brzegi, z szybkoscia zolwia. Malanville zobaczylismy o 14.30. Od razu na granice zemiodjanem, troche spekani, bo podobno nigerskie wladze nie uznaja visa touristique entente..poszlo jak po masle, wiec za 20minut juz pedzilismy zemidjanem do Gaya, przygranicznego miasta po stronie Nigru skad chcielismy dostac sie do Dosso, jakies 150km od Niamey. A tu akurat odjezdza bus do Niamey pakujcie sie! Od rana ludzie czekali i wreszcie sie zapelnil. Ale kiedy dojedzie, bo nie chcemy po ciemku? Pomysleli, podyskutowali…jakas 20sta. Hotel nasz przy dworcu, wiec pakujemy sie i ruszamy.

Nie chce pisac ile osob, dzieci i bagazy bylo, ale to naprawde nie do pomyslenia, ze nie ma zadnej regulacji takiego transportu. Ludzie scisnieci do granic mozliwosci, zadnych otwartych okien, sauna.i tak do 2giej w nocy, kiedy to dotarlismy do Niamey…ostatnia godzine wylam, z sasiadem slusznych rozmiarow spiacym na mnie i mate’em, ktory zablokowal mi mozliwosc jakiegokolwiek ruchu noga…

Hotel blisko, ale nie mozemy go znalezc i nikt o nim nie slyszal. Po pol godzinie bierzemy taksowke- 500cfa? tak przynajmniej nam sie wydaje, bo kiedy docieramy na miejsce kierowca chce 1500 i nie daje sie przekonac. Krzyczymy, ja juz nie mam sily…w miedzyczasie okazuje sie, ze hotel juz nie istnieje..jest 2.30rano…zatrzymuje sie samochod, kierowca zaczyna gadac z taksowkarzem, po czym placi brakujace pieniadze. C’est pas grave- bienvenue au Niger. A szukacie tego hotelu? Ja wiem, gdzie oni sie przeniesli…i zabiera nas swoim samochodem do rzeczywiscie przeniesionego hotelu. Pomaga wynegocjowac dobra cene za pokoj…sciskamy sobie rece, bierzemy kontakt, trzeba go na piwo zaprosic..

i tak to jakos sie uklada..ze spoznionych samochodow i nieistniejacych hoteli wychodza ciekawe spotkania i bezinteresowna pomoc.

duzo sympatycznych gestow dzis w Niamey, goraco tu, ciekawie, na razie wdycham powoli gorace powietrze i obserwuje

oczywiscie juz nas ktos oszukal, ale nie dajemy sie zrazic jednemu

zostajemy do srody rano, kiedy zaczynamy podroz do Burkiny…

a bientot!


Dodaj komentarz jak dotąd
Dodaj komentarz



Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s



Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.